(22.11.2003) -
jurmix (81.168.168.239): POGOŃ: Wyparło - Michalski, Julcimar, Rodrigo - Andruszczak (69 Parzy), Łabędzki, Drumlak, Biliński (71 Kaźmierczak), Matlak - Moskalewicz (90 Kułkiewicz), Batata.
ZAGŁĘBIE: Madarić - Manuszewski, Kłos, Hubscher, Salomoński - Rogóż, Perowić, Predić (64 Szczypkowski), Piętka - Niciński (90 Kłabukow), Murdza (77 Ulatowski).
Żółte kartki: Łabędzki 41 min , Parzy 81 min , Kaźmierczak 85 min (Pogoń), Niciński 36 min, Rogóź 34 min , Predić 30 min i 64 min , Perowić 57 (Zagłębie).
Widzów: około 17 tys.,
Sędziowali: Marek Ryżek - Wielkopolski Związek Piłki Nożnej
O pierwszej połowie nie można napisać nic dobrego. Piłkarze dużo biegali, ale bieganie jest przecież główną domeną lekkoatletów, a nie futbolistów. Tymczasem składnych akcji, udanych zagrań piłką i celnych strzałów nie było wcale. Piłkarze za to często wzajemnie się faulowali - lubinianie już w pierwszej połowie ujrzeli trzy żółte kartki.
Zagrali schematycznie
Pogoń nie potrafiła rywalom narzucić stylu gry. Piłka najczęściej znajdowała się w środku pola. Napastnicy Pogoni nie otrzymywali dokładnych podań, Portowcy grali bardzo schematycznie i bez pomysłu na rozmontowanie dobrze prezentującej się linii defensywnej gości. Nic więc dziwnego, że ponad 17 tysięcy kibiców, którzy przybyli na stadion było wyraźnie rozczarowanych. Nie tak bowiem wyobrażali sobie grę Pogoni. Wszyscy pełni nadziei czekali na drugie 45 minut.
Było ciekawiej
I rzeczywiście. Dużo ciekawiej było po zmianie stron. W głównej roli wystąpił jednak Madarić. Myli się jednak ten kto sądzi, że bramkarz Zagłębia popisywał się fantastycznymi interwencjami. Madarić sam dwukrotnie o mało nie wrzucił sam sobie piłki do siatki. Raz po dośrodkowaniu Bataty łapał piłkę na raty. Wówczas to, futbolówka na pewno przekroczyła linię bramkową - pytanie tylko, czy całym obwodem? Nawet powtórka w "Canal +" nie rozwiała wątpliwości. Nie minęły dwie minuty, kiedy Madarić dał jeszcze większą plamę. Bramkarz wyrzucając piłkę wypuścił ją, a ta o mały włos nie wpadła do bramki. Futbolówka o pół metra minęła słupek. Gdyby trafiła do siatki gol byłby kopią "wyczynu" Janusza Jojki sprzed lat.
Chaotycznie do przodu
Bramkarz Zagłębia był bardzo zdenerwowany, Portowcy również. I to z każdą chwilą coraz bardziej. Dziwne, ponieważ od 65 minuty grali z przewagą jednego zawodnika. Perowić kolejny raz sfaulował Drumlaka, a że faul był z tyłu, a na dodatek pomocnik Zagłębia miał już na koncie żółtą kartkę, został usunięty z boiska. Ostatnie minuty gry upłynęły pod znakiem chaotycznych ataków Portowców. O ironio najlepszą okazję miał jednak Niciński, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Wyparło. "Nitek" i tak jednak był najlepszym zawodnikiem Zagłębia. W naszym zespole bardzo aktywny był Moskalewicz. "Olo" dwoił się i troił, ale gola nie zdobył. Raz przytomnie odegrał piłkę do tyłu - Parzy strzelił z całych sił. Szkoda, że w sam środek. Kiepsko broniący Madarić wybił piłkę na róg.
Bramki w tym spotkaniu nie padły. Mecz zakończył się sprawiedliwym remisem. Po grze Portowców wyraźnie widać, że szczyt formy mają już dawno za sobą. W ich poczynaniach wczoraj brakowało polotu. Dobrze się zatem stało, że długi sezon jest już za nami. Zimą przyjdzie pora na dokonanie kilku niezbędnych korekt w składzie. Wówczas nasza Pogoń powinna w czerwcu skutecznie powinna zastukać do bram ekstraklasy, choć po tym co wczoraj zobaczyliśmy trudno o hurraoptymizm.
Oceniamy Portowców:
Obrona
Wyparło nie miał wielu okazji do interwencji. Bardzo słabo, zwłaszcza w pierwszej połowie, wypadł Rodrigo. Brazylijczyk niecelnie podawał, co najmniej dwa razy stracił łatwo piłkę. Pozwolił Nicińskiemu wyjść sam na sam z Wyparło. Michalski tym razem zagrał mało ofensywnie, kurczowo trzymał się własnej połowy. Julcimar zagrał poprawnie.
Pomoc
Drumlak miał kilkanaście naprawdę dobrych minut gry. Cały mecz trwa jednak, jak powszechnie wiadomo, 90 minut... Biliński jak zwykle bojowy, ale wczoraj gra wyraźnie mu nie szła. Łabędzki nie wniósł nic w ofensywne akcje Pogoni. Andruszczak nie wytrzymał spotkania kondycyjnie. Dobrze, że się przyznał, ale po jego grze przeciwko Zagłębiu spodziewaliśmy się więcej. Matlak był wyróżniającym się graczem Pogoni. Kilka jego wrzutek sprawiło sporo kłopotów rywalom.
Atak
Brawo dla Moskalewicza. Akurat jemu nie można chyba nic zarzucić poza tym, że nie zdobył bramki. Prawdę powiedziawszy nie miał jednak ku temu okazji. Batata zupełnie niewidoczny w pierwszej połowie. W drugiej obudził się, ale nie był to Batata, o jakim marzą kibice Pogoni.
Powiedzieli po meczu:
Żarko Olarević, trener Zagłębia: - Cieszę się, że zdobyliśmy punkt, bo w Szczecinie bardzo ciężko się gra. Jestem zadowolony z postawy wszystkich moich piłkarzy. Mam nadzieję, że za rok obie ekipy spotkają się w meczu o mistrzostwo pierwszej ligi.
Bogusław Baniak, trener Pogoni: - Zabrakło nam dziś szczęścia, żeby były fanfary i szampan z okazji tytułu mistrza jesieni. W pierwszej połowie oglądaliśmy piłkarskie szachy, zaś w drugiej był to już pojedynek na pierwszoligowym poziomie.
Olgierd Moskalewicz: - Spodziewałem się lepszej gry w naszym wykonaniu. Chcieliśmy bardzo ten mecz wygrać. Zagłębie zagrało bardzo podobnie jak Cracovia dbając o to by nie stracić bramki. W drugiej połowie byliśmy lepsi, zabrakło jednak stuprocentowych okazji.
Radosław Biliński: - Myślę, że był to ciężki mecz. W pierwszej połowie Zagłębie było lepsze. Grali krótkimi piłkami, długo przetrzymywali futbolówkę. W drugiej części spotkania zagraliśmy o wiele lepiej. Wiedzieliśmy, że gramy u siebie, chcieliśmy zdobyć gola i wygrać. Szkoda, że ta sztuka nam się udała.